środa, 25 maja 2011


Wreszcie zakończyliśmy pracę nad przetwarzaniem naszej strony internetowej, już możecie ją zobaczyć w nowej wersji. Trochę to wszystko trwało, ale z efektu jesteśmy zadowoleni.


Do opracowania strony zatrudniliśmy naszego dobrego kompana z globtroterskiej włóczęgi Filipa (http://filipontheroad.com/), na którego zdecydowaliśmy się nie tylko dlatego, że jest web designerem, ale przede wszystkim dlatego, że już piąty rok jest w podróży dookoła świata. Filip podobnie do nas zakochał się w Ameryce Południowej, aktualnie przebywa w Kolumbii, gdzie na dłużej postanowił się zatrzymać

Dziękujemy Filipie za kawał dobrej roboty i życzymy wszystkiego dobrego na każdym polu Twojej działalności. Mamy nadzieję, że połączenie naszej pasji z Twoim zamiłowaniem do podróży dało dobry efekt i Klub Przygody Darien będzie rósł w siłę z miesiąca na miesiąc.

Z ciepłym pozdrowieniem,

KPD

poniedziałek, 16 maja 2011

Spotkanie Klubowe już w lipcu!!!

Moi Drodzy,

W dniach 15-17 lipca 2011 r. (Pt – Nd) organizujemy zjazd wszystkich sympatyków Klubu Przygody Darien, na który bardzo serdecznie zapraszamy. Zaproszenie to kierujemy do wszystkich osób, które odważyły się nam zaufać i rzucić się w wir przygody właśnie z nami.

Impreza rozpocznie się w piątek, kiedy to, poza spotkaniem integracyjnym, wspólnym obiadem i rozmową, wieczorem wybierzemy się na poligon wojskowy do Skierniewic i zagramy w Paintball:

http://www.poligonskierniewice.pl/paintball.php

W sobotę przeniesiemy się do Dolecka, skąd rozpoczniemy spływ kajakowy rzeką Rawką. Kajaki będą dwuosobowe, wykonane z najwyższej klasy materiałów, bardzo zwrotne i profesjonalne, po prostu takie, jakimi zwykli pływać uczestnicy wypraw Klubu Przygody Darien. Pierwszy etap będzie wynosił 23 km, wytrawnym pływakom zajmuje około 5 godzin. Jako że nam nie będzie się spieszyć, to pewnie będziemy płynąć nieco dłużej. Dopłyniemy do Bud Grabskich, gdzie zostaniemy na noc. Na miejscu będą czekały domki kempingowe i przygotowane ognisko. Prowiant przez cały wyjazd aprowizujemy sobie we własnym zakresie.

Następnego dnia wskakujemy w kajaki i płyniemy 15 km (około 4 godzin) do zbiornika w Jaochimowie – Mogiłach w Puszczy Bolimowskiej. Stąd zabierze nas organizator i nasz zjazd będzie dobiegał końca.

Mapa trasy spływu:

http://www.sosenka-kajaki.pl/zdj/mapmax.jpg

Koszt imprezy od jednej osoby: 120 zł

Na koszt składają się:
- wypożyczenie kajaka 50 zł za dwa dni
- gra w paintball (ubranie, sprzęt, kulki, organizacja) – ok. 50 zł (to jest atrakcja nieobowiązkowa, ale oczywiście im więcej osób weźmie w niej udział tym lepsza jest zabawa)
- nocleg w Budach Grabskich – 22 zł
- transport kajaków i przygotowanie ogniska przez organizatora – ok. 15 zł
- nocleg z piątku na sobotę – cena jeszcze nie jest znana, ponieważ nie ustaliliśmy do końca jeszcze miejsca, ale będziemy chcieli, żeby było tanio i przytulnie.

We własnym zakresie należy zapewnić sobie dojazd na miejsce, napoje wyskokowe oraz prowiant.
Prosimy o jak najszybsze potwierdzenie udziału w imprezie. Musimy bowiem zarezerwować wcześniej odpowiednią liczbę kajaków, co nie jest łatwe, ponieważ w sezonie wakacyjnym cieszą się one ogromnym powodzeniem. Dlatego niestety jesteśmy zmuszenie wyznaczyć termin na zgłoszenie swojego uczestnictwa do dnia 21 maja. Po tej dacie zgłoszenia będą przyjmowane tylko i wyłącznie w przypadku istnienia możliwości wypożyczenia kajaka. Niestety liczba kajaków jest ograniczona, więc liczy się kolejność spływających zgłoszeń.

Dla tych z Was, którzy dysponują dłuższym urlopem i chcieliby rozpocząć weekendową zabawę już w czwartek, zostanie przygotowany specjalny program imprezy, tylko proszę o informację wcześniej w tym zakresie, abyśmy mogli wszystko dobrze przygotować.

Pozdrawiamy serdecznie,
KPD

piątek, 6 maja 2011

Artykuł w Dookoła Świata

Z radością informuję, że w czasopiśmie Dookoła Świata ukazały się dwa moje teksty, jeden dotyczy Karnawału w Rio, a drugi stanowi obszerną relację z organizowanego przez nas już wiele razy Trekkingu do Miast Zaginionych w Peru. Gorąco zapraszam do lektury.

http://dookolaswiata24.pl/index.php

Tomasz Zakrzewski

piątek, 1 kwietnia 2011

Wyprawa "Pantanal" - relacja


Po zakończeniu wyprawy "Na szlaku przygody" najodważniejsi uczestnicy wyruszyli na kontynuację: 10-dniową wyprawę w rejon legendarnego "wielkiego bagna" - Pantanalu, która uległa nieplanowanemu przedłużeniu o tropik północno-wschodniej Boliwii. 

Znowu czekały nas długie przejazdy - zaczęło się od 1500-kilometrowej jazdy z Rio do Corumby na granicy z Boliwią. To było 20 godzin ulgi, bo wreszcie była szansa żeby odespać po wszystkich dniach wyprawy podczas której nie było czasu na takie nieistotne rzeczy, jak odpoczynek... 

W Corumba zastaje nas paskudne zimno i deszcz, wynik zjawiska "el nino", zwanego przez boliwijczyków "Sur" - zdarzające się w ostatnich latach zmiany klimatyczne, powodujące nagłe spadki temperatury, silny wiatr i ulewy w tym normalnie gorącym rejonie. Nocujemy już po stronie boliwijskiej. Klimatyczny trzeci świat w całej okazałości, z zalegającymi śmieciami, wałęsającymi się bezpańskimi psami, Indiankami z Altiplano w tradycyjnych sukniach, pijani w sztok miejscowi (jest weekend), liście koki sprzedawane legalnie na targowisku, zero turystów w zasięgu wzroku, wreszcie ceny kilkukrotnie tańsze od brazylijskich od razu wszystkim zapowiadają, że zaczyna się ciekawy kraj.


Przygoda pierwsza - Boliwijski Pantanal na łodzi marynarki wojennej...

Boliwia mimo że nie ma dostępu do morza, posiada jednak Marynarkę Wojenną. Zajmuje się ona patrolowaniem jeziora Titicaca oraz rzek w amazońskim sektorze kraju. Boliwijska marynarka jest dość słabo dofinansowana przez rząd, dlatego gdy jako przedstawiciel Klubu Darien udałem się rankiem kolejnego dnia na rozmowę z komendantem jednostki szybko i bez problemów otrzymałem zapewnienie, że w zamian za niewielką dotację w dolarach będziemy mogli skorzystać z infrastruktury w postaci łodzi patrolowej oraz wykwalifikowanej załogi, celem odbycia wycieczki na Pantanal. 

Port boliwijskiej Marynarki:



Ten układ przypieczętował odwieczną przyjaźń polsko-boliwijską. Kolejnym krokiem naprzód była wspólna konsumpcja liści koki dokonana na dodatek na wodach brazylijskich (gdzie koka jest oficjalnie nielegalna)... 

Oto i uroki Ameryki Południowej - boliwijska łódź wojskowa z pasażerami z Klubu Darien wpływa sobie na brazylijskie wody, wszyscy ochoczo żują liście koki, po czym przez nikogo nie niepokojeni wracają na swoją stronę granicy. 

Komendant czule nas żegna gdy wypływamy...


Niestety, z powodu ogólnego zimna zwierzęta, z których to jakoby słynie Pantanal, pochowały się głęboko. Widzieliśmy tylko kilka ptaków. Maciek wybrał się nawet na rekonesans na brzegu (też po brazylijskiej stronie granicy) - ale nic nie znalazł. Było trochę ekwilibrystyki, bo wyskoczyć ze statku było łatwo, ale wgramolić się spowrotem już nie tak bardzo...


Po powrocie zwiedziliśmy koszary i kantynę, po czym wróciliśmy do miasteczka gdzie lada moment odjeżdżał  ferrobus (najbardziej luksusowy i najdroższy pociąg w całej Boliwii) do miasta Santa Cruz. W związku z zimnem na Pantanalu postanowiliśmy przenieść nasze działania 800 kilometrów dalej, w rejonach dużo ciekawszych.


Przygoda druga - GUARAYOS

Kilkaset kilometrów na północ od Santa Cruz jest jeden z najbardziej interesujących i najmniej zbadanych zakątków Amazonii. Mowa o dżunglach między rzekami Blanco i Negro, które sięgają aż do parku narodowego Noel Kempf. Mieliśmy zbyt mało czasu, aby mocno zagłębić się w ostępy (na odpowiednią eksplorację tych obszarów trzebaby całych miesięcy), ale już sama podróż po obrzeżach była bardzo ciekawa. 

Najpierw 500 km ferrobusem do Santa Cruz. Potem samochód naszego nieocenionego szofera Alexa, który od tego dnia codzień już miał nam udowadniać, że jego toyota to pojazd, który przejedzie naprawdę przez wszystko. Alexa wynajęliśmy początkowo tylko na przejazd do odległej o 350 km wioski w rejonie Guarayos (ostatniego przyczółka cywilizacji), ale po drodze tak nas polubił, że został już do końca i razem wróciliśmy do Santa Cruz.

Sam dojazd do Ascencion był pełen wrażeń...

"Prom" przez Rio Grande

Nieodłączna koka w ustach!

Mijana po drodze japońska kolonia "Okinawa 1"

Wieczorem dojeżdżamy do wioski Urubicha na "końcu świata". Stąd odchodzą już tylko zalane wodą trakty ginące po paru kilometrach w rzekach i dżungli. Cała wioska jest zamieszkana przez Guarayos, mieszkających w swoich tradycyjnych chałupach. O dziwo jest tu też niezwykle elegancki hotel, który swoim istnieniem spełnił jedno z marzeń niektórych uczestników ;)

Nadchodzący dzień to wyprawa łowiecka w pobliskie dżungle. Towarzyszy nam Lucas, miejscowy młody myśliwy.

Beata gotowa do wyjścia do selvy:

Kupowanie nabojów w boliwijskim spożywczaku (jeśli ktoś zapyta, czy wymagane są jakieś zezwolenia, to umrę ze śmiechu):

Jedziemy 7 km po trasie w stylu Camel Trophy, ukrywamy samochód w zaroślach (obok tego samego miejsca gdzie jak potem się okazało, inny gość ukrył swój motocykl) i brodzimy w bagnach aż do znalezienia łodzi. 




Chatka Guarayos - nasza baza, gdzie ludzi jest kilku, za to komarów miliardy!


Łowienie piranii nie zakończyło się wielkim sukcesem... Nasz honor ratował tylko Maciek.

Stąd i mina gospodarza po naszym powrocie z wędkowania nie za wesoła - w końcu w dżungli kto nie upoluje, ten nie je!

Lucas naprawia strzelbę, którą zepsuł jego polski imiennik Lukasz pewnym pamiętnym strzałem

Smażenie złowionych piranii:


A potem wieczorna wyprawa do środka lasu. Tam zastajemy grupę zadowolonych myśliwych, którym udało się upolować "niedużego zwierza". Z tej okazji trzeba było wykonać trochę pamiątkowych zdjęć.


Lucas, znawca dżungli i wielbiciel liści koki:


Niestety, nie mamy więcej czasu i są problemy z silnikiem do łodzi, która mogłaby nas zabrać głębiej w dżunglę. Nieubłagany czas zmusza nas do powrotu do Sta Cruz, a potem na granicę.


"Przygoda" trzecia, masówka na Pantanalu;

Wracamy na Pantanal, "sur" przeminął, jest już ciepło i przyjemnie. Robimy drugie podejście do Pantanalu, tym razem od strony Brazylii. Jedziemy tam z lokalnym biurem podróży - i jak tyle razy w życiu doświadczenie kolejny raz pokazało, że turystyka masowa to jedno wielkie g... i nie ma nic wspólnego z prawdziwą przygodą. 

Najciekawszy jest sam dojazd do hotelu w głębi Pantanalu, bo stan wody po tegorocznych ulewach (niespotykanie silna i długa pora deszczowa) jest najwyższy od 20 lat, i siła żywiołu pozarywała prawie wszystkie mosty na jedynej drodze prowadzącej przez bagna. 

Lokalny kowboj:

Pozrywane mosty:

Stada krów - prawdę mówiąc tych zwierząt na Pantanalu widzi się najwięcej (o czym foldery już nie wspominają)

Hotel zalany wodą...

Po 2 dniach wycieczek po Pantanalu spędzonych na śmiertelnie nudnym "oglądaniu-ptaków-i-szukaniu-innych-zwierząt" czyli podobne, co organizują różne emeryckie biura w całej Amazonii (już nie wspominam o towarzystwie niemieckich emerytów w naszym pokoju) z ulgą wracamy do cywilizacji. Po przygodach w Boliwii taka standardowa wycieczka niczym nie jest w stanie nas zaskoczyć.

Ostatni dzień przeznaczamy na plaże Rio, odwiedziny u Jany i snucie planów spotkania powyprawowego. Dochodzimy do wniosku, że "dogrywka" miała jeden mankament - trwała zbyt krótko. W dwa razy dłuższym czasie dałoby się dokonać o wiele więcej - ale co zrobić, skoro wolny czas staje się takim luksusem w obecnych czasach.



sobota, 19 marca 2011

Wyprawa „Na Szlaku Przygody”

Nasz ekipa na tle wodospadów Iguazu

Właśnie zakończyła się pierwsza w tym roku wyprawa, nie bez kozery nazwana Na Szlaku Przygody. Przygoda bowiem rozpoczęła się w Buenos Aires, mieście tanga, niezliczonych kafejek oraz dwustu pięćdziesięciu teatrów. Buenos zaskoczyło nas piękną pogodą. Z Polski wyjeżdżaliśmy w tęgim mrozie, a w Buenos trafiliśmy na środek lata. Kilka lat wcześniej przyjechałem do tego miasta w środku tutejszej zimy i muszę przyznać, że w zależności od pory roku, miasto przybiera zupełnie inne oblicza. W zimie wygląda szaro i ponuro, za to w lecie, w ogóle nie zasypia, jest kolorowe, pełne smaków, zapachów, pewnej nutki tajemniczości w uśmiechach Argentynek. Do Buenos należy przyjeżdżać tylko latem.

Potem przyszła kolej na Urugwaj, ze swoim bardzo klimatycznym miasteczkiem Colonia de Sacramento i stolicą Montevideo. Na tym etapie wiedzieliśmy już, że grupa jest bardzo dobrze dobrana i wszyscy będą ze sobą świetnie współegzystować. Urugwaj przyjął nas bardzo gościnnie, choć nieco ozięble. Pogoda zrobiła się lekko deszczowa, ludzie bardziej zamknięci w sobie i niedostępni niż w Argentynie, a Montevideo lata swojej świetności ma już dawno za sobą. Charakterystycznym znakiem łączącym te dwa kraje są ludzie na ulicach przemieszczający się z termosem pod pachą i naczynkiem do picia mate w ręku. Zrozumieliśmy od razu, że picie mate w tych krajach to już nawet nie tradycja, to po prostu sposób na życie. 

Z radością wróciliśmy do Argentyny, która obdarzyła nas wspaniałą atmosferą, kuchnią i kulturą. Argentyna słynie z pysznego jedzenie, a przede wszystkim steków, które są po prostu genialne. Dopiero później miało się okazać, że Brazylia pod tym względem na pewno jej nie ustępuje, a może ją nawet przewyższa. Najpierw wylądowaliśmy w Apostoles, które jest całkowicie polską mieściną. Miasto to założyli Polacy na początku ubiegłego wieku. Dziś już prawie nikt nie mówi tam po Polsku, ale w okolicy znajduje się bardzo ciekawe muzeum Jana Szychowskiego, który wraz ze swoją rodziną zrobił prawdziwą furorę w regionie i odniósł niebywały sukces. Jako człowiek kompletnie niewykształcony własnoręcznie zbudował pierwszą tokarkę w Argentynie. Potem przyszedł czas na śmielsze poczynania. Własnymi siłami zaprojektował i skonstruował wszystkie urządzenia do swojej fabryki produkującej Yerba Mate, bez której żaden Argentyńczyk żyć nie może. Fabryka ta funkcjonuje do dziś i jest jedną z największych w całym kraju. Rodzina Szychowskich cieszy się ogromnym prestiżem wśród Argentyńczyków zamieszkujących nie tylko prowincję Misiones ale cały kraj.

Bardzo pozytywnie zaskoczył nas Paragwaj. Okazało się, że przypadkiem trafiliśmy na największy karnawał w kraju, który odbywał się w przygranicznej miejscowości Encarnacion. Impreza jest bardziej kameralna niż ta w Rio de Janeiro, ale pod wieloma względami w niczym jej nie ustępuje. Paragwaj jest bardzo dzikim krajem, który różni się od tego, co możemy zobaczyć w sąsiedniej Argentynie, czy Brazylii. W Guaranbare odwiedziliśmy polskich misjonarzy, franciszkanów, którzy od ponad dziesięciu lat ciężko tam pracują, a efekty ich pracy widać prawie na każdym kroku. Odwiedziliśmy prowadzoną przez nich szkołę, do której uczęszcza 1300 dzieci. Dzieciaki na widok brata Grzegorza z rozłożonymi rękami rzuciły mu się na szyję. Od razu pomyślałem, że ten facet nie marnuje swojego czasu, bo właśnie dla takich chwil warto żyć.

Z Asuncion udaliśmy się do Ciudad del Este, miasta leżącego na styku trzech granic, gdzie podobno można kupić najtańszą elektronikę na świecie. Elektronika może faktycznie jest tania, ale jej jakoś pozostawia wiele do życzenia. Połaszczyłem się na pendriva, który w rzeczywistości okazał się być pendrivem tylko z nazwy. Zalecam zatem wiele rozsądku w podejmowanych decyzjach zakupowych, wszystkim, którzy to miejsce zamierzają odwiedzić.

Tama Itaipu rzeczywiście jest ogromna i aż trudno sobie wyobrazić, że człowiek mógł zbudować jeszcze większą gdzieś na drugim końcu planety.

Największą jednak atrakcją tej wyprawy były Wodospady Iguazu. Chyba nikt z nas się na nich nie zawiódł. Choć dziś są już tak popularne, że tylko po brazylijskiej stronie ogląda je rocznie przeszło milion ludzi, to i tak robią piorunujące wrażenie. Trafiliśmy w idealną pogodę, bo nie dość tego, że był słoneczny dzień, to jeszcze było bardzo dużo wody. Jak się widzi i w dodatku słyszy taką masę wody przewalającą się w każdej sekundzie przez skały, to bardzo trudno uwierzyć w to, że w historii były takie momenty, że wodospady wyschły do tego stopnia, że nie spłynęła nimi nawet kropla. Spędziliśmy przy nich dwa dni, mieliśmy szanse porównania brazylijskiej strony z argentyńską. Z pewnością obydwie są warte uwagi i każda ma do zaoferowania zupełnie co innego. Jednak moim zdaniem, argentyńska część wodospadów jest ładniejsza i gdybym miał jeszcze raz okazję tam kiedyś pojechać, a mógłbym zobaczyć tylko jedną z nich, to wybrałbym właśnie argentyńską.

Naszą przygodę zakończyliśmy w najlepszym możliwym stylu, bo na karnawale w Rio de Janeiro. Samo miasto robi już spore wrażenie, głównie ze względu na przepiękne położenie. Dwie główne plaże – Ipanema i Copacabana przepięknymi łukami wcinają się w kontynent, który tutaj nie jest płaski, ale oblepiony ze wszystkich stron wzgórzami. Na tych wzgórzach mieszczą się favele, dzielnice nędzy, w których przemoc jest na porządku dziennym a perspektywy dla młodych ludzie nie ma praktycznie żadnej. Przy tym tempie rozwoju brazylijskiej gospodarki, sytuacja w favelach powoli zaczyna się zmieniać. Kartele kontrolujące poszczególne dzielnice zostają wypierane przez policję coraz bardziej w głąb miasta. Jest coraz mniej przemocy i coraz mniej handlu narkotykami, ale do stanu idealnego jeszcze bardzo daleka droga.

Karnawał w Rio przywitał nas dziesiątkami tysięcy roztańczonych i rozbawionych ludzi z całego świata. Zabawa tutaj praktycznie się nie kończy. Miasto do środy popielcowej pogrążone jest w nieskończonym chaosie bezustannej samby. To co się dzieje na Sambodromie to tylko znikomy promil tego, jak naprawdę wygląda karnawał w Rio. Całe miasto bawi się na zorganizowanych w różnych jego częściach, paradach. Są to tzw. Blocos, w których udział może wziąć każdy. Tysiące roześmianych, rozbawionych i oczywiście roztańczonych ludzi maszeruje ulicami miasta. Większość jest oryginalnie przebrana, wszyscy piją alkohol i nie myślą o niczym innym, jak tylko o zabawie i przyjemnym spędzeniu czasu. 

Niestety przyszedł czas na zakończenie karnawału a niedługo po nim na nasz wyjazd z Rio, które na zawsze pozostanie w naszej pamięci. Niektórzy wracają do domów, inni zostają na ekspedycję do dzikich bagien Pantanalu. Wszyscy jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy wspólnie przeżyć kawał pięknej przygody, odwiedzić tyle niesamowitych miejsc i poznać wielu wspaniałych ludzi. 

Być może w przyszłym roku zorganizujemy podobny program, ale na myślenie o tym jeszcze przecież jest czas.

Więcej zdjęć z wyprawy można obejrzeć w zakładce naszego klubu na facebooku:
http://www.facebook.com/album.php?id=108779815814247&aid=65340 

TZ

wtorek, 15 marca 2011

Udział w Kolosach za nami.

Tomasz Zakrzewski przygotowuje się do prezentacji
W dniach 11-13 marca w Gdyni odbywał się największy w Europie Festiwal Podróżniczy - KOLOSY, w którym mieliśmy przyjemność brać udział.

Przyjazd na tą imprezę był nieco na wariackich papierach, ponieważ w piątek o piętnastej wróciłem z karnawału w Rio a już w sobotę musiałem pędzić o czwartej rano na pociąg, żeby zdążyć do Gdyni z naszą prezentacją. Występowaliśmy z materiałem zgromadzonym podczas zeszłorocznej ekspedycji Antisuyo w Peru. Materiał został podzielony na trzy części:

-  pierwsza dotyczyła udziału w akcji niszczenia fabryk kokainowych ukrytych głęboko w dżungli. Na akcję udaliśmy się z policją antynarkotykową Dirandro.

- druga część został poświęcona naszej podróży przez kompletny interior północnego Peru i dotarcie do miasta poszukiwaczy złota, które rządzi się swoimi prawami, bez policji i z własnym kodeksem postępowania.

- końcowa część została poświęcona kulturze Chachapoyas oraz najważniejszemu celowi ekspedycji, jakim było odkrycie zaginionego miasta. Tak jak już wcześniej informowaliśmy, miasto zostało odkryte, a teraz czeka na nas długa droga formalizowania tego sukcesu.

Z głosów, które do mnie dotarły po wystąpieniu wynika, iż nasza prezentacja została oceniona bardzo dobrze przez publiczność. 

Gdybyście chcieli nas gościć u siebie, samemu zobaczyć i posłuchać tego co przeżyliśmy przez 37 dni wędrówki po nieprzetartym szlaku, to proszę o kontakt, a ustalimy termin prelekcji.

wtorek, 15 lutego 2011

Nowy rozbudowany poradnik!

Na naszej stronie znajdziecie rozbudowany poradnik, gdzie umieścliśmy wiele przydatnych i ciekawych informacji dla ludzie kochających dalekie kraje i podróże.


Poradnik został przez nas ułożony w następującym schemacie:

Kodeks globtrotera
a)      Bezpieczeństwo w podróży
b)      Nocleg
c)       Taksówka
d)      Autostop
       Bilety lotnicze
a)      Lista wyszukiwarek
b)      Porady dodatkowe
      Ekwipunek
a)      Lista rzeczy wyjazdowych
b)      Przydatne rzeczy
c)       Lista sprzętu górskiego
d)      Jedzenie
      Jak radzić sobie w trzecim świecie?
a)      Najważniejsze: planowanie
b)      Nagabujący naciągacze
c)       Jak uniknąć kradzieży?
d)      „Ekspresowe porwania”
e)      Ludność natywna
f)       Strefy bezprawia
g)      Samoobrona
      Choroby
I)                    Warunki tropikalne
a)      Zasady ochrony zdrowia
b)      Malaria
c)       Dur brzuszny
d)      Żółtaczka typu A
e)      Żółtaczka typu B
II)                  Warunki górskie i polarne
a)      Choroba wysokościowa
b)      Hipotermia
c)       Ślepota śnieżna
d)      Odmrożenia
      Literatura podróżnicza
      Survival w dżungli

Mamy nadzieję, że jego lektura wzbogaci Was w praktyczną wiedzę, z którą będzie się czuli komfortowo w najbardziej egzotycznych rejonach świata.